Dlaczego suchy ląd i ćwiczenia w wodzie bolą bardziej niż samo pływanie? Okiem zmęczonego trenera

2026-09-25
Kolejny raz widzę tę samą scenę:

 

Przychodzi ambitny pływak, w oczach blask, na brzegu rozkłada matę do ćwiczeń, hantle, gumy oporowe. Mówi z uśmiechem: „Trenerze, dzisiaj dajemy czadu, zróbmy coś ekstra!”. A ja w duchu ocieram łzę współczucia i myślę sobie: „Och, słodka naiwności... Za dwadzieścia minut będziesz błagać o litość i płakać w rynnę ściekową na basenie”

Wielu uważa, że pływanie to szczyt męczarni. W końcu macha się rękami i nogami wbrew grawitacji, walcząc o każdy haust powietrza.

A jednak, prawdziwy koszmar zaczyna się wtedy, gdy trener mówi: „Koniec pływania, teraz robimy ćwiczenia” (albo „Wychodzimy na suchy ląd!”).

Rozłóżmy to na czynniki pierwsze – z przymrużeniem oka, ale i z pełną powagą anatomii.

 

Mit o „lekkim” pływaniu i brutalna rzeczywistość.


 Zacznijmy od fundamentalnego prawa fizyki, które Archimedes odkrył podczas kąpieli, a o którym co drugi amator zapomina. Woda ma tę cudowną właściwość, że wypycha nas do góry. Oznacza to, że ważysz na basenie o jakieś 90% mniej niż na lądzie. Woda cię nosi, masuje, otula. Tymczasem na lądzie grawitacja działa bezwzględnie. Każdy kilogram Twojego ciała waży dokładnie tyle, ile powinien, a kręgosłup i stawy natychmiast przypominają o swoim istnieniu. Dlatego te same przysiady na brzegu basenu bolą trzy razy bardziej niż żabka czy kraul.

Dlaczego ćwiczenia w wodzie to cichy zabójca?

 

Wielu myśli: „Skoro woda odciąża, to ćwiczenia w wodzie są lajtowe”. Otóż... nie. Woda stawia opór, który rośnie wraz z prędkością Twojego ruchu.
Opór hydrodynamiczny: Kiedy robisz wymachy rąk na lądzie, machasz w powietrzu. Kiedy robisz je w wodzie, walczysz z lepkością cieczy, która próbuje Cię zatrzymać w każdym ułamku sekundy.


Brak punktu oparcia: Woda to nie podłoga. Próbując zrobić stabilne ćwiczenie siłowe w wodzie, okazuje się, że Twoje ciało zachowuje się jak liść na wietrze. Angażujesz mięśnie głębokie (core) do granic możliwości, żeby po prostu utrzymać pion, zamiast dryfować jak delfin z nadwagą.


Suchy ląd: Gdzie umiera technika, a rodzą się zakwasy.

 

Gdy z kolei wychodzimy z basenu na salę gimnastyczną, nagle okazuje się, że pływacy – ludzie, którzy potrafią przepłynąć cztery kilometry w godzinę – mają problem z zrobieniem pięciu prawidłowych pompek albo deski (planka).


Dlaczego?

Inny rodzaj napięcia mięśniowego: Pływanie wymaga długiej pracy aerobowej i koordynacji. Trening siłowy na lądzie wymaga pracy izometrycznej i eksplozywnej.
Koniec z oszukiwaniem: W wodzie łatwo „przepłynąć” słabszy moment gorszą techniką. Na lądzie, z hantlem w ręku albo w przysiadzie bułgarskim, brak stabilizacji oznacza natychmiastowy ból albo upadek.


Zasada grawitacji: Na basenie leżysz poziomo. Na lądzie pionizacja organizmu sprawia, że krew inaczej krąży, a stawy, które w wodzie odpoczywały, nagle muszą dźwignąć całą konstrukcję.


Kilka złotych rad trenera na koniec:

  

Trening uzupełniający – czy to w wodzie, czy na lądzie – to nie jest kara wymyślona po to, żeby dręczyć pływaków. To klucz do tego, by w wodzie być szybszym, silniejszym i unikać kontuzji (szczególnie tych ukochanych przez pływaków: barków pływaka).

 

Pamiętaj: Jeśli po ćwiczeniach na lądzie bolą Cię miejsca, o których istnieniu nie miałeś pojęcia – to znak, że robisz postępy.


A teraz proszę mi tu bez jęczenia – mata na podłogę, hantle w dłoń i robimy core!


A Ty? Która część treningu sprawia Ci większy ból: walka z oporem wody w basenie czy zakwasy po ćwiczeniach na suchym lądzie?


Trener Paweł Kostka

Share